12/08/2025
W średniowiecznych miastach rzemiosło funkcjonowało w systemie cechowym. Szewcy, krawcy czy muratorzy - przodkowie dzisiejszych budowlańców, w tym i architektów - przechodzili żmudny i długotrwały proces szkolenia, by zdobyć wreszcie upragniony tytuł Mistrza cechowego. I wtedy mogli już przystąpić do cechu. Fachowcy zrzeszeni w cechu dyktowali swym klientom wysokie na owe czasy stawki za swą pracę, ponieważ cechy narzucały stawki minimalne za wykonaną pracę. Za "psucie rynku" stawkami dumpingowymi można było być wydalonym z cechu. Przynależność do cechu gwarantowała jakość usług, bo niezadowolony klient zawsze mógł poskarżyć się na rzemieślnika do jego cechu, a ten wyciągał konsekwencje. Klient, któremu nie odpowiadały stawki cechowe, mógł iść do rzemieślnika niezrzeszonego. Tacy rzemieślnicy mieli nawet swoją nazwę - Partacze. Tu nie było już organu odwoławczego. Ryzyk-fizyk. Czym jest dzisiejsza Izba Architektów, jeśli nie cechem? Najpierw studiujemy, potem "terminujemy" w biurach projektowych i na budowach, by przystąpić do egzaminu mistrzowskiego i zdobyć upragnienia budowlane. Potem płacimy składki... za nic. Za niewiele wnoszące szkolenia i imprezy o cechach kółka wzajemnej adoracji, a pauperyzacja tego zawodu i dochodów osób które go wykonują postępuje nieprzerwanie. Od lat obserwuję dyskusję o stawkach minimalnych za prace projektowe. Na stronach izby są stosowne wytyczne. Nie są one idealne, ale stanowią znakomity punkt wyjścia. Problemem nie jest więc brak regulacji, lecz brak narzędzi prawnych, które gwarantowałyby ich przestrzeganie. Poniżej artykuł, który powinni przeczytać wszyscy architekci, a już na pewno ich potencjalni przyszli i obecni klienci.
Kim jest architekt? Jaką ma wartość? Czy architekci pracują dla idei? Pewnie każdy z nas choć raz w życiu usłyszał od kogoś: „fajnie być architektem, można sobie coś narysować i zarobić sporo kasy”. Zawsze uśmiecham się wtedy pod nosem i odpowiadam: „tak, czasami nawet wystarc...