11/07/2026
Dziś, 11 lipca, obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Polaków – Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na Wołyniu. Kilka miesięcy wcześniej oddajemy hołd Żołnierzom Wyklętym. Warto przypomnieć, że oba te święta państwowe ustanowiono ustawą za rządów Platformy Obywatelskiej i jej koalicjantów. To istotny fakt w czasach, gdy tak łatwo odbiera się politycznym przeciwnikom prawa do patriotyzmu. Przywrócono należną pamięć o trudnych i przez lata przemilczanych kartach naszej historii.
Na tym jednak w dużej mierze zakończyła się aktywność państwa. Nie powstała spójna polityka historyczna oparta na edukacji, kulturze i badaniach naukowych. Zabrakło konsekwencji, odwagi i wizji, które uczyniłyby państwo naturalnym gospodarzem tej opowieści. W efekcie pamięć o Wołyniu i Żołnierzach Wyklętych stała się przede wszystkim elementem bieżącego sporu politycznego, zamiast budować wspólną tożsamość narodową.
Powstałą pustkę skutecznie zagospodarowały środowiska narodowe, czyniąc z tych tematów fundament własnej narracji. Państwo oddało pole, choć to ono powinno wyznaczać kierunek polityki pamięci. Bo polityka historyczna nie kończy się na uchwaleniu święta, wymaga konsekwentnego działania i aktywności!
I tak dochodzimy do paradoksu, w którym jedni nacjonaliści wypominają zbrodnie drugim nacjonalistom, choć źródłem obu ideologii było dążenie do budowy państw jednolitych narodowo i religijnie. A przecież historia uczy, że gdy skrajny nacjonalizm zdobywa władzę, kolejne pokolenia zamiast świętować wspólnotę, obchodzą rocznice kolejnych tragedii.