Nasza Spółdzielnia Energetyczna Łomianki

Nasza Spółdzielnia Energetyczna Łomianki Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Nasza Spółdzielnia Energetyczna Łomianki, Usługi związane z energią słoneczną, Armii Krajowej 19, Łomianki.

05/07/2026

Orklys ApS podpisała z Ekozaur Spn.E. pierwszy w Europie Centralnej i Wschodniej kontrakt wdrożeniowy Platformy ORKLYS.COM.

To konkretne rozwiązanie dla Spółdzielni Energetycznej Ekozaur, której rozwój będzie mógł wykorzystywać energię pozyskiwaną z wiatru.

To również ogromna szansa dla innych Spółdzielni i Wspólnot Energetycznych w Polsce aby skorzystać z najnowocześniejszej na świecie Platformy Rozwojowej Energetyki Wiatrowej (z dedykowanymi dla polskich wdrożeń: pełnymi polskimi danymi, obsługiwanymi w języku polskim).

Inicjacja współpracy została wyzwolona dzięki kontaktom w ramach REScoop.eu.
Partnerem merytorycznym przygotowania umowy był Związek Rewizyjny SERC.

PSYCHOPACI SĄ WŚRÓD NAS (?)
26/04/2026

PSYCHOPACI SĄ WŚRÓD NAS (?)

PSYCHOPACI SĄ WŚRÓD NAS (?)
[wersja uzupełniona]

Zaburzenia osobowości w samorządzie – temat tabu czy realne zagrożenie?

Osobowość to zestaw cech psychicznych, emocjonalnych i społecznych, które decydują o tym, jak się zachowujemy, myślimy, przeżywamy emocje i budujemy relacje. U większości ludzi rozwija się ona w sposób harmonijny, pozwalający na względnie stabilne funkcjonowanie w życiu prywatnym i zawodowym.

Jednak u części populacji proces ten zostaje zaburzony – pojawiają się trwałe wzorce myślenia i zachowania, które utrudniają normalne funkcjonowanie.

W psychiatrii nazywamy je zaburzeniami osobowości. A szacunki są niepokojące. Według badań zaburzenia osobowości mogą dotyczyć 10–13% populacji. Oznacza to, że na każde 100 osób w naszym otoczeniu, nawet kilkanaście może mieć takie problemy.

Skoro w administracji samorządowej w Polsce pracuje ok. 250 tysięcy osób, to statystyka podpowiada, że kilkadziesiąt tysięcy osób związanych z samorządem może zmagać się z różnymi formami zaburzeń osobowości.

I tak jak w każdej innej grupie zawodowej – część z nich trafia na stanowiska kierownicze, a niektórzy zdobywają nawet władzę polityczną. Zostają wójtami, burmistrzami, prezydentami, starostami czy marszałkami.

Trzy wiązki zaburzeń osobowości

Psychiatria porządkuje zaburzenia osobowości w trzy grupy, zwane „wiąz­kami”:

▪️Wiązka A – dziwaczni i egocentryczni.
Paranoiczni, schizoidalni, schizotypowi – osoby nieufne, wycofane, widzące wszędzie spiski i niechętne do współpracy.

▪️Wiązka B – dramatyczni i ekspansywni
Antyspołeczni, narcystyczni, borderline, histrioniczni – impulsywni, konfliktowi, przekonani o własnej wyjątkowości, poszukujący uwagi i władzy.

▪️Wiązka C – lękliwi i zahamowani
Unikający, zależni, anankastyczni (obsesyjno-kompulsywni). Perfekcjoniści, kontrolujący, nadmiernie lękowi i zależni od innych.

W praktyce te cechy rzadko występują w „czystej” formie. Najczęściej mamy do czynienia z mieszanką – np. narcystyczny lider, który bywa też podejrzliwy (paranoiczny) albo nadmiernie kontrolujący (anankastyczny).

Dlaczego polityka i władza przyciągają osoby z zaburzeniami osobowości? Tu działa kilka mechanizmów:

▪️Potrzeba władzy i uznania
osobowość narcystyczna czy histrioniczna czuje się dobrze w blasku fleszy i w roli „pierwszego obywatela gminy”.
▪️ Brak empatii cecha charakterystyczna dla osobowości antyspołecznej czy narcystycznej. Taka osoba łatwiej podejmuje trudne decyzje kosztem innych, a czasem wręcz czerpie satysfakcję z dominacji.

▪️Manipulacja i urok osobisty
badania Roberta Hare’a (twórcy skali psychopatii) i Paula Babiaka (Snakes in Suits) pokazują, że psychopaci świetnie wypadają w pierwszym kontakcie. Są charyzmatyczni, pewni siebie, potrafią „sprzedać” siebie i swoje wizje. Dzięki temu awansują, zanim otoczenie dostrzeże ich prawdziwe oblicze.

▪️Systemowa słabość bo w samorządach lokalnych kontrola nad liderem bywa iluzoryczna. Jeśli wójt ma poparcie rady i lokalnych środowisk, przez lata może rządzić niemal absolutnie.

Samorząd jako środowisko sprzyjające.

W administracji lokalnej pojawia się kilka czynników, które mogą wzmacniać problem.
▪️Mała skala i duża zależność. W niewielkich gminach wszyscy się znają, co sprzyja zależnościom osobistym i utrudnia przeciwstawienie się autokratycznemu liderowi.
▪️Słabe mechanizmy kontroli. Radni często nie mają wystarczających kompetencji albo odwagi, aby faktycznie patrzeć wójtowi na ręce. ▪️Polityczne zaplecze. Osobowości dramatyczne świetnie odnajdują się w medialnym sporze, budując swój wizerunek „silnego lidera”.

Raporty NIK i RIO regularnie pokazują przykłady „silnych liderów”, którzy podejmują decyzje bez konsultacji, ignorują przepisy prawa i opinie radców, traktują radę gminy jako ciało fasadowe, stosują mobbing wobec pracowników (doniesienia o poniżaniu, krzykach, nadmiernej kontroli).

To nie są pojedyncze przypadki złego charakteru – wiele z opisanych zachowań odpowiada kryteriom utrwalonych wzorców osobowościowych z wiązki B (narcystycznej, antyspołecznej) czy wiązki A (paranoicznej).

Konsekwencje dla urzędu i mieszkańców

Obecność lidera z zaburzeniami osobowości w strukturze samorządowej oznacza toksyczną atmosferę w urzędzie. Strach, brak zaufania, rotację kadr. Paraliż decyzyjny. Lider paranoiczny widzi wszędzie wrogów, tonie w kontrolach i procedurach. Zamknięcie na krytykę. Każdy głos sprzeciwu odbierany jest jako atak. Upolitycznienie i show medialne. Narcystyczny włodarz zamiast realnej pracy wybiera autopromocję. Straty dla mieszkańców. Gmina staje się areną osobistych dramatów i ambicji, zamiast sprawnie działającą wspólnotą. Czy mamy dowody naukowe?

Tak – choć badań stricte o samorządach w Polsce brakuje, to istnieją wyniki z innych krajów i sektorów:

Badania Hare’a i Babiaka wskazują, że do 4% menedżerów wyższego szczebla spełnia kryteria psychopatii (dla porównania w populacji ogólnej – 1%). Brytyjskie badania wśród parlamentarzystów pokazały nadreprezentację cech narcystycznych i histrionicznych.W Polsce raporty NIK i sprawy sądowe o mobbing w JST dostarczają pośrednich dowodów, że osobowości toksyczne realnie funkcjonują w administracji.

Postaw kawę autorowi. Stać Cię 🙂🙂 Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link buycoffee.to/urzedniczo-samorzadowe-pogduchy

PSYCHOPACI SĄ WŚRÓD NAS
25/04/2026

PSYCHOPACI SĄ WŚRÓD NAS

PSYCHOPACI SĄ WŚRÓD NAS (?)

Brzmi mocno? Może nawet prowokacyjnie. Ale czy na pewno przesadzone? Zaburzenia osobowości dotyczą nawet kilkunastu procent społeczeństwa.
Samorząd nie jest wyjątkiem. To część tej samej rzeczywistości.
A tam, gdzie pojawia się władza, wpływ i brak realnej kontroli, niektóre cechy potrafią się….... rozwinąć.

To jest tekst o mechanizmach, które prędzej czy później rozpoznajemy w praktyce urzędowej.
▪️Skąd się biorą „toksyczni liderzy”?
▪️Dlaczego system czasem ich wzmacnia zamiast ograniczać?
▪️I jakie są tego realne konsekwencje dla urzędów i mieszkańców?

Nowy wpis w „Urzędniczo-Samorządowych Pogaduchach”. Już jutro.

💧 STRUKTURALNA SUSZA CZY URZĘDNICZA BEZRADNOŚĆ? CZAS URATOWAĆ JEZIORA W ŁOMIANKACH.Opublikowany niedawno przez LOMIANKI....
24/04/2026

💧 STRUKTURALNA SUSZA CZY URZĘDNICZA BEZRADNOŚĆ? CZAS URATOWAĆ JEZIORA W ŁOMIANKACH.

Opublikowany niedawno przez LOMIANKI.INFO materiał wideo z obrad komisji obnaża niezwykle bolesną prawdę o naszej gminie. Sprawa Strugi Dziekanowskiej i wysychających jezior (Pawłowskiego, Fabrycznego, Kiełpińskiego i Dziekanowskiego) to nie tylko anomalia pogodowa. To klasyczny przykład tego, co w doktrynie zarządzania nazywamy całkowitym brakiem Odporności (Resilience).

Jak doszło do tych zaniedbań?
Przez lata obserwowaliśmy systemowe spychanie odpowiedzialności. Urzędnicy rozkładają ręce, twierdząc, że nie mają "narzędzi prawnych". Kompetencje rozmywają się między Gminą, Wodami Polskimi a Nadzorem Budowlanym. W tym urzędniczym paraliżu naturalne cieki wodne traktowane są przez agresywną deweloperkę jako "sztuczne rowy melioracyjne". Koryta są zasypywane, nielegalnie przekopywane i zamieniane w ujścia dla rur spustowych.

Równolegle, z powodu braku retencji i zmian klimatycznych, poziom wód gruntowych drastycznie spada. Zamiast zarządzać wodą jak najcenniejszym zasobem strategicznym, pozwoliliśmy na chaos.

Przyroda nie wybacza błędów.
Jeśli pozwolimy zginąć naszej lokalnej naturze, skończy się nasz żywot w takiej formie, jaką znamy. Potrzebujemy wody i zieleni do fundamentalnego funkcjonowania naszej planety, ale i naszej małej ojczyzny. Bez nich Łomianki z zielonych płuc Warszawy staną się betonową pustynią z wyschniętymi nieckami zamiast jezior.

Nie możemy dłużej czekać na to, aż system sam się naprawi. Odrzucamy urzędnicze "nie da się" i wprowadzamy rozwiązania oparte na twardej inżynierii i suwerenności samorządowej. Oto rygorystyczny plan ratunkowy:

🛠️ Plan Ratunkowy dla Łomiankowskich Jezior
1
Zasilanie: System 'Power-to-Water'
Etap 1: Odbudowa poziomu wód
Musimy powołać Spółdzielnię Energetyczną JST i zainstalować na jeziorach moduły pływającej fotowoltaiki (Floating Solar). Energia ze słońca zasili lokalne pompy głębinowe, uzupełniając poziom wód w okresach suszy – przy zerowych kosztach prądu dla gminy. Dodatkowo, same panele zacienią taflę wody, drastycznie ucinając jej parowanie.

2
Oczyszczanie: Aktywna Aeracja i Fitoremediacja
Etap 2: Walka z zakwitami i brakiem tlenu
Płytka woda oznacza brak tlenu i zabójcze zakwity sinic. Instalacje fotowoltaiczne zasilą podwodne aeratory (napowietrzacze). Równolegle musimy wdrożyć fitoremediację – zainstalować pływające wyspy hydrobotaniczne, których systemy korzeniowe zadziałają jak potężny, naturalny filtr "zjadający" nadmiar azotu i fosforu.

3
Ochrona: Wymuszona Mikroretencja (Sponge City)
Etap 3: Zatrzymanie deweloperskiej patologii
Zgodnie z rygorystycznymi wytycznymi klimatycznymi (ESG), nowi inwestorzy muszą mieć bezwzględny obowiązek budowy podziemnych zbiorników retencyjnych. Woda opadowa z osiedli musi być powoli, grawitacyjnie i w sposób kontrolowany uwalniana do Strugi Dziekanowskiej, naśladując naturalny obieg, a nie spływać rwącym nurtem do kanalizacji.

Razem walczmy o to, co mamy najcenniejsze. W ramach inicjatywy NOWA POLSKA XXI oraz przy wykorzystaniu standardów Chapter Zero Poland (World Economic Forum), dysponujemy gotowymi modelami prawnymi i inżynieryjnymi dla takich projektów.

Nie oddawajmy naszej przestrzeni walkowerem. Zapraszam Radnych, stronę społeczną, zaangażowanych mieszkańców i przedstawicieli ZWiK do wspólnego wdrożenia tego modelu. Przestańmy mówić, że czegoś się nie da zrobić. Zacznijmy budować inżynieryjną odporność Łomianek.

NAUKA I WALKA! ❤️🍀🤞

Norbert Werkowski
Inicjator NOWA POLSKA XXI
Wiceprezes Zarządu NSE Łomianki
Członek Chapter Zero Poland (WEF) i UN Global Compact

24/04/2026

🩸Czego polski samorząd może nauczyć się od Japonii?

Czyli - przynajmniej moim zdaniem - o szkołach, które wychowują OBYWATELI, a nie tylko UCZNIÓW.

Kiedy patrzymy na japoński system edukacji, łatwo ulec złudzeniu, że to egzotyczna, odległa rzeczywistość, której nie da się przenieść na polski grunt. A jednak – im głębiej się w niego wczytać, tym bardziej widać, że sednem tej edukacji nie są ani specyficzne rytuały, ani azjatycka kultura pracy, lecz bardzo proste założenie.

Bo dla Japończyków szkoła, obok rodziny, jest pierwszą wspólnotą, w której dziecko uczy się życia w społeczeństwie.

U nas widać coś przeciwnego. Szkoła jest miejscem, w którym UCZYMY O WSPÓLNOCIE, ale rzadko ją praktykujemy.

I tu właśnie Japonia daje nam materiał do przemyśleń.

▪️Wspólna odpowiedzialność.
Od przedszkola.

W japońskich szkołach dzieci dbają o swoją przestrzeń. Sprzątają klasy, organizują zajęcia, pełnią dyżury. Nie dlatego, że nauczyciel kazał, ale dlatego, że to ich miejsce i ich obowiązek.
I nie chodzi o wprowadzenie korytarzowego sprzątania.CHODZI O IDEĘ.
Jeśli korzystam z przestrzeni publicznej, to jestem za nią odpowiedzialny. A taką postawę można budować od najmłodszych lat. Klasa może mieć obowiązki, dyżury, swoje mikro-decyzje. Można uczyć dzieci dbania o przestrzeń, którą współtworzą. Nie jako akcji, lecz codzienności. Właśnie w taki sposób powstaje fundament lokalnej obywatelskości. Nie na wykładach, ale w działaniu.

▪️Rotacyjne role. Szkoła jako pierwszy mini-samorząd.

Japoński system zakłada ciągłą rotację ról. Dziecko raz jest liderem grupy, raz organizuje wydarzenie, a tydzień później dba o porządek. Ta zmienność uczy czegoś niezwykle istotnego.
We wspólnocie każdy odpowiada za coś innego, ale nikt nie jest „panem na zawsze”.
Gdyby polskie szkoły wprowadziły rotacyjne funkcje klasowe, od prostych, jak prowadzenie kalendarza, po trudniejsze, jak reprezentowanie klasy w szkolnych decyzjach, dzieci od małego uczyłyby się, że bycie wspólnotowym liderem to rzecz chwilowa, odpowiedzialna i wymagająca współpracy. I nie byłoby później tylu wójtów-samozwańczych królów Słońc, którzy uważają, że władza jest dożywotnia.

▪️Projekty społeczne.

W Japonii projekty społeczne to nie jednorazowe „robimy akcję, ktoś zrobi zdjęcia, do widzenia”.
To element programu. Uczniowie realnie współpracują z lokalną społecznością, robią coś dla sąsiedztwa, szkoły, starszych roczników.
W Polsce też możemy bez ministerialnych przepisów organizować coroczne projekty dotyczące osiedla; uczyć dzieci, jak diagnozować potrzeby swojej okolicy; zapraszać instytucje samorządowe do współpracy z uczniami. Wtedy edukacja przestaje być abstrakcją. Staje się działaniem na rzecz ludzi, którzy są obok.

▪️Mentoring. Największa japońska przewaga

W japońskich szkołach starsi uczniowie uczą, wspierają i pomagają młodszym. Co u nas praktycznie nie istnieje, choć jest potrzebne. Mentoring daje dzieciom poczucie, że wspólnota to także odpowiedzialność za słabszych. To nie jest pomoc dydaktyczna. To budowanie więzi, zaufania i wzajemnego wsparcia.

▪️Edukacja moralna.
Japońska edukacja moralna to nie jest wykład o wartościach. To konkretne praktyki. Dyskusje, rozwiązywanie konfliktów, uczenie empatii, budowanie umiejętności współpracy, codzienne rytuały uprzejmości, wdzięczności, refleksji.

W Polsce wartości często uczymy słowami, a nie zachowaniami.
A dzieci potrzebują praktyki: jak przeprosić, jak rozmawiać, jak ustąpić, jak negocjować, jak działać w grupie. Trochę jak w domu z własnymi dziećmi uczącymi się poprzez obserwację. Tak tworzy się przyszły obywatel, który w urzędzie nie będzie krzyczał że mu się należy, tylko zrozumie, że wspólnota działa, gdy wszyscy ją współtworzą.

▪️Rola rodziny i sąsiadów. Szkoła jako centrum wspólnoty

W Japonii rodzice są partnerami. Współorganizują zajęcia, uczestniczą w projektach, wspierają szkołę. W Polsce szkoła i rodzic często żyją w dwóch równoległych światach.
Można to zmienić warsztatami lokalnymi, klubami rodzinnymi,
wspólnymi projektami „o naszej ulicy”, działaniami międzypokoleniowymi. Szkoła przestaje wtedy być instytucją, a staje się wspólnotą lokalną w praktyce.

Polska szkoła nie musi kopiować Japonii. I pewnie nie będzie. Wystarczy czerpać z jej ducha.
Uczyć przez działanie, współpracę i odpowiedzialność.
Bo wspólnotowość nie powstaje na lekcjach WOS-u, książkach, w projektach ministerialnych.

Powstaje, gdy dzieci czują, że: mają wpływ, mają obowiązki, są częścią czegoś większego, ich działania mają sens. Jeśli chcemy dorosłych, którzy dbają o WSPÓLNOTĘ, interesują się sprawami lokalnymi i szanują innych MUSIMY ZACZĄĆ OD SZKOŁY. Mądrze, spokojnie, i...... konsekwentnie.

Postaw kawę autorowi. Stać Cię 😄😄 Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link buycoffee.to/urzedniczo-samorzadowe-pogaduchy

🩸Japonia? Czy naprawdę „się nie da”? Jeśli istnieje jakiś samorządowy dogmat  to brzmi on od lat:„U nas się NIE DA, bo…....
24/04/2026

🩸Japonia? Czy naprawdę „się nie da”?
Jeśli istnieje jakiś samorządowy dogmat to brzmi on od lat:
„U nas się NIE DA, bo…...
system, Warszawa, ustawa, rząd, polityka.”

🩸Japonia? Czy naprawdę „się nie da”?

Jeśli istnieje jakiś samorządowy dogmat to brzmi on od lat:
„U nas się NIE DA, bo…...
system, Warszawa, ustawa, rząd, polityka.”

I jeżeli pokazuję przykłady japońskiej szkoły –etos pracy, współodpowiedzialność uczniów, kultura porządku, codzienne rytuały, kształtowanie postaw obywatelskich, to pewnie też ten dogmat usłyszę. Dlatego dziś wyprzedzająco równolegle dwa teksty 😄

„Japonia. Super. Fajne. Ciekawe. ALE U NAS SIĘ NIE DA.”
Tymczasem prawda jest dużo prostsza i jednocześnie dużo bardziej niewygodna: DA SIĘ. I to bez czekania na ustawowe tsunami.

Zmiana systemowa to alibi dla bezczynności. To moja osobista ocena. Bo niby musi być zmiana ustawy! Musi być reforma! Musi to zrobić rząd! I tu mam pytanie.
Kto z nas przeczytał ostatnią ustawę o systemie oświaty?
Kto przeanalizował, co wolno organowi prowadzącemu?
Kto sprawdził, ile już dziś bez wielkiej narodowej rewolucji można zrobić na poziomie GMINY?

Bo wygodnie jest uznać, że jesteśmy tylko biernymi trybikami czekającymi, aż ktoś na górze nam coś da. A niewygodnie że część tej mocy już dziś leży na biurku wójta, burmistrza, prezydenta i Rady Gminy.

▪️Polskie prawo ODPUSZCZA, a samorząd MOŻE.

Prawo nie zabrania 90% japońskich rozwiązań. Część nie jest opisana, część jest dobrowolna, część zależy wyłącznie od organizacji pracy szkoły. Co więc można zrobić bez zgody ministra? Zdaniem laika
wprowadzić np. lokalne standardy wychowawcze. Uruchomić program współpracy i odpowiedzialności uczniów.
Stworzyć szkolne rytuały budujące wspólnotę.
Wdrożyć kulturę porządku
i dbałości o otoczenie (bez ruszania regulaminów państwowych). Promować lokalne wolontariaty, dyżury, działania społeczne. Uruchamiać programy gminne. Wymagać realizacji konkretnych priorytetów wychowawczych, bo organ prowadzący ma prawo stawiać oczekiwania.

I da się to zrobić legalnie. I gmina ma tu bardzo szeroką autonomię.
I większość ograniczeń to MIT.

Tylko najtrudniejszym zadaniem jest ZARAZIĆ IDEĄ.

▪️Organ prowadzący MOŻE ustawiać kierunek. Tylko musi chcieć.

Wójtoburmistroprezydenci i radni często nie wiedzą, że mają realną władzę edukacyjną. Nie tylko od święta na okolicznościowych akademiach i nie tylko w postaci przecinania wstęg w nowych salach gimnastycznych.

Samorząd może przecież
określić własny lokalny model szkoły, wpisać priorytety wychowawcze do strategii rozwoju gminy, stworzyć kontrakty z dyrektorami szkół z zapisami o działaniach wspólnotowych, wdrożyć programy grantowe i konkursy dla szkół, finansować dodatkowe zajęcia, inicjatywy, projekty.
To wszystko są narzędzia TU I TERAZ, bez wiązania się węzłem „bo ustawa”.

▪️Ale to Japonia… największe alibi.
Japonia to tylko wzorzec. Jeden z wielu. Jest przykład. Po co więc wyważać otwarte drzwi. Bo nie chodzi przecież o kopiowanie ceremoniału, zamiatania korytarzy czy białych rękawiczek.

Chodzi o MENTALNOŚĆ.

Japońska szkoła uczy wspólnej odpowiedzialności, konsekwencji,
współpracy, szacunku dla przestrzeni publicznej, dyscypliny, którą osiąga się nie strachem, ale rytmem i kulturą. I to nie jest zależne od Sejmu.
To zależy od liderów lokalnych. Rodziców. Nauczycieli i samych dzieci i młodzieży.

Nie potrzeba nowelizacji ustawy, żeby dzieci mogły mieć swoje dyżury, wspólnie sprzątać przestrzeń, uczestniczyć w lokalnych projektach, budować kulturę porządku i odpowiedzialności? Potrzebujemy przywództwa i odwagi.

▪️„NIE DA SIĘ”? „DA SIĘ” .
Wbrew pozorom te głosy „to się nie uda” często nie płyną od nauczycieli czy rodziców. One płyną od osób, które boją się zmiany, nie chcą dodatkowej "ciężkiej" pracy, lubią wygodny status quo, czerpią siłę z chaosu,
nie znoszą odpowiedzialności.

Bo japoński model burzy polski folklor „jakoś to będzie”. Burzy bylejakość, o której dziesiątki razy pisałem. Burzy wygodne pozory pracy. A to nie każdemu jest na rękę.

▪️Lokalna rewolucja zaczyna się od jednej szkoły. Nie trzeba zmieniać 48 tysięcy paragrafów.
Moim zdaniem wystarczy wybrać jedną szkołę-pilotażową. Określić „model szkoły wspólnotowej” - tak to roboczo nazwijmy. Dać dyrektorowi wsparcie i jasno postawione cele. Zaprosić rodziców, nauczycieli, dzieci i sołectwa, osiedla, radnych do współtworzenia.

Ten model da się wdrożyć w każdym samorządzie, który ma w sobie choć odrobinę odwagi.

▪️DA SIĘ – ale tylko tam, gdzie ktoś CHCE.

Tym, którzy pod "japońskim" postem napisali „Piękne. Ale u nas się nie da.”
odpowiadam - DA SIĘ.

Da się szczególnie tam, gdzie samorząd traktuje edukację jako inwestycję, a nie koszt.

Bo prawdziwe pytanie nie brzmi „czy się da?”,
ale:
KTO MA ODWAGĘ SPRÓBOWAĆ?

Postaw kawę autorowi. Stać Cię 😄😄 Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link buycoffee.to/urzedniczo-samorzadowe-pogaduchy

🩸Urząd na Facebooku …
23/04/2026

🩸Urząd na Facebooku …

🩸Urząd na Facebooku

W ostatnich latach powstało nowe stanowisko w samorządowej biurokracji. Specjalista ds. Pokazywania, że coś robimy. Znajdziesz go nie w sekretariacie, nie w referacie inwestycji, tylko… na Facebooku.

To on codziennie publikuje posty, z których wynika jasno, że urząd żyje, działa, tętni. Tylko że to tętno czasem "bardzotrudnowyczuwalne" w kontaktach z mieszkańcami, bo tam, gdzie kończy się internet, kończy się też cała aktywność.

Urzędowy Facebook to osobna galaktyka. Tu wszystko jest inne niż w realnym urzędzie. Sprawy trudne – nie istnieją. Pytania niewygodne – omijane. A problemy mieszkańców – rozmywają się wśród fotorelacji z przecinania wstęg i wręczania pucharów w trzecim turnieju szachowym im. Kogoś ważnego.

Struktura działania jest prosta.
▪️Rano – „dzień dobry, piękna gmino, miłego tygodnia!”.
▪️W południe – zdjęcie asfaltu, który kiedyś będzie drogą.
▪️Wieczorem – burmistrz na tle zachodu słońca.
▪️A w weekend – relacja w stylu „to był pracowity dzień!”, choć cały urząd od piątku od 15:30 pogrążony był w hibernacji.
Tymczasem mieszkaniec próbuje załatwić prostą sprawę: wniosek, dokument, odpowiedź. W realu słyszy:
„Proszę napisać maila”.
Na maila – „proszę zadzwonić”.
Na telefonie – „osoby nie ma, proszę spróbować jutro”.
A jutro to już inna era geologiczna w urzędowych kalendarzach.

Równolegle do tej biurowej ciszy w sieci kwitnie życie. Post goni post, serduszka spływają, komentarze lecą jak konfetti. Każda uwaga krytyczna trafia do moderacji z prędkością światła, a zapytanie o termin realizacji inwestycji brzmi w tym cyfrowym świecie tak egzotycznie, jakby ktoś zapytał o pogodę na Marsie.

Najciekawszy jednak jest efekt uboczny: w social mediach urząd odgrywa rolę superbohatera – dynamicznego, pomocnego, bliskiego ludziom.
W codzienności bywa jednak bardziej jak kiosk z biletami: czynne do 15:30.

Nie chodzi o to, by urząd zniknął z Facebooka. Dobrze prowadzona komunikacja to skarb. Problem w tym, że często to jedyne, co działa naprawdę dobrze. Wizerunek żyje pełnią życia, a sprawy mieszkańców stoją w kolejce jak w PRL-u po meblościankę. A może czas na odwrócenie proporcji?

Najpierw realna obsługa obywatela, a dopiero potem piękne zdjęcie na tle fontanny. Najpierw odpowiedź na trudne pytanie, a dopiero potem trzy ujęcia z przecięcia zielonej wstęgi. Bo choć lajki budują wizerunek, to jakość usług buduje zaufanie.
A na tym w samorządzie powinno zależeć najbardziej — i nie da się tego wyretuszować żadnym filtrem.

Postaw kawę autorowi. Stać Cię 😄😄 Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link buycoffee.to/urzedniczo-samorzadowe-pogaduchy

🩸Referendum, dane osobowe i cienka granica między sporem publicznym a nadużyciami.
22/04/2026

🩸Referendum, dane osobowe i cienka granica między sporem publicznym a nadużyciami.

🩸Referendum, dane osobowe i cienka granica między sporem publicznym a nadużyciami.

Co pewien czas w skrzynce „Pogaduch” pojawiają się wiadomości od czytelników opisujące lokalne napięcia polityczne.

Tym razem głos dotyczy sytuacji związanej z trwającą procedurą referendalną. Inicjator referendum zgłasza, że w przestrzeni publicznej pojawiło się fałszywe konto podszywające się pod komitet, publikujące wizerunki i treści mające ich zdyskredytować.

Jednocześnie pełnomocnik komitetu otrzymuje telefony z pogróżkami i wyzwiskami, a dane inicjatorów, dotąd dostępne jedynie dla gminy i Komisarza Wyborczego, zaczęły krążyć poza oficjalnym obiegiem.

Nie jest to sytuacja bez precedensu, choć każdy przypadek trzeba traktować indywidualnie i ostrożnie.
W polskich realiach referendalnych, zwłaszcza przy próbach odwołania wójta, burmistrza czy prezydenta miasta, napięcia społeczne potrafią być ogromne, a emocje wchodzą w przestrzeń, w której łatwo przekroczyć granice prawa.

Z perspektywy prawnej najważniejszym pytaniem jest
w jaki sposób doszło do pojawienia się wizerunków i danych inicjatorów w obiegu publicznym? Warto podkreślić kilka faktów. Lista inicjatorów referendum nie jest dokumentem jawnym; dostęp do niej mają wyłącznie gmina (w zakresie niezbędnym do weryfikacji) oraz Komisarz Wyborczy; udostępnienie danych osobom nieuprawnionym może stanowić naruszenie ochrony danych osobowych (RODO), a w skrajnych sytuacjach także przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego.

Nie oznacza to automatycznie, że doszło do wycieku ze strony urzędu. W praktyce źródła mogą być różne. Od nieformalnego obiegu informacji, przez samodzielne publikacje inicjatorów w ramach kampanii, aż po działania osób trzecich. Jednak sam fakt pojawienia się podejrzeń wymaga reakcji.

Tworzenie fałszywych profili podszywających się pod komitet referendalny, publikowanie zmanipulowanych opisów, a także ośmieszanie czy atakowanie inicjatorów to działania, które naruszają przepisy dotyczące ochrony dóbr osobistych,
przepisy karne (m.in. zniesławienie, znieważenie),
a przy uporczywym nękaniu - także przepisy o stalkingu.

To nie jest jedynie problem etyczny czy wizerunkowy. To jest obszar, w którym prawo daje dość jednoznaczne narzędzia ochrony.

Pogróżki karalne, wyzwiska, uporczywe głuche telefony, niezależnie od kontekstu politycznego, powinny być niezwłocznie zgłaszane organom ścigania. W szczególności można rozważyć zawiadomienie o:
groźbach karalnych (art. 190 kk),
nękaniu lub stalkingu (art. 190a kk), podszywaniu się i podszywaniu się w celu wyrządzenia szkody.

W praktyce policja i prokuratura dysponują możliwością ustalenia numerów telefonów, adresów IP czy powiązań kont internetowych. O ile pojawi się formalne zgłoszenie.

Czy za takimi działaniami stoi władza lokalna?

To najtrudniejsze pytanie, jakie pojawiają się w podobnych sprawach. Społeczna intuicja często podpowiada, że za agresywnymi działaniami stoi „strona władzy”, która broni swojego stanowiska. Jednak w praktyce możliwości są trzy:
▪️działania samych przedstawicieli władzy lokalnej – najpoważniejszy zarzut, wymagający jednoznacznych dowodów;
▪️działania nadgorliwych zwolenników władzy, działających „w obronie” obecnego układu;
▪️działania osób trzecich, które chcą podkręcić konflikt lub wykorzystać go dla własnych korzyści.

Bez twardych dowodów nie można wskazywać winnych, ale nie można też bagatelizować sygnałów. Referendum jest procesem formalnym, a wszelkie manipulacje, niezależnie z której strony pochodzą, uderzają w jego legalność i wiarygodność.

Co powinien zrobić komitet?

Dokumentować każdy incydent. Screeny, numery, daty, linki.
Zgłosić fałszywe konta do platform społecznościowych.
Zawiadomić organy ścigania, jeśli pojawiły się groźby lub stalking.
Rozważyć zgłoszenie naruszenia do Prezesa UODO, jeśli istnieje podejrzenie wycieku danych.
Komunikować transparentnie, by ograniczyć pole dla dezinformacji.

Referendum powinno być narzędziem demokracji lokalnej, a nie polem bitewnym, na którym strach, hejt i manipulacje zniechęcają mieszkańców do angażowania się w życie wspólnoty. Jeśli inicjatorzy boją się ujawnienia danych, a zaangażowanie społeczne wiąże się z ryzykiem pogróżek, to sygnał, że system nie działa tak, jak powinien.

Niezależnie od tego, kto stoi za działaniami opisanymi przez czytelnika, taki klimat to problem nie tylko komitetu, ale całej wspólnoty samorządowej.

Postaw kawę autorowi. Stać Cię 😄😄 Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link buycoffee.to/urzedniczo-samorzadowe-pogaduchy

21/04/2026

Adres

Armii Krajowej 19
Łomianki
05-092

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Nasza Spółdzielnia Energetyczna Łomianki umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij