15/03/2026
- Dzień dobry. Chcielibyśmy odnowić proste drzwi z szeroką ościeżnicą do apartamentu…
Prostota, wskazana w pytaniu była… pozorna. Dlaczego?
- drzwi i panele pokryte były fornirem. Pół milimetra drewna było wielce wymagające
- posiadały sporo obić, wgnieceń, uszkodzeń, braków forniru, w szczególności na rantach. Cel prac był jasny: drzwi „jak nowe”
- lakier plus bejca (w szczególności ta II) mocno wniknęły w strukturę forniru. Margines błędu był więc minimalny. A ryzyko przebarwień, plam przy ponownym barwieniu – duże
- obiekt – apartamentowiec, z mieszkańcami ceniącymi ciszę i olfaktoryczny spokój, nie ułatwiał prac
- najważniejsze – powłoki z atestem przeciw pożarowym. Kto malował, ten wie, jak (niektóre) są wymagające, przy aplikacji, zmieniają odcień wybarwienia i ile niosą niespodzianek.
Cóż począć? Trzeba było przygotować scenariusz prac, zaakceptować z klientem, uprzedzić mieszkańców, dobrać narzędzia i … działać.
Jakie narzędzia dobraliśmy? Delikatne. Czyli chemia do usuwania powłok plus wełna stalowa i moje ukochane papiery ścierne na gąbkach.
Włoska chemia świetnie rozmiękczyła powłoki. Usuwanie mechaniczne: szlifierki, czy ręczne – skrobaki / cykliny, zajęłoby, co policzyłem, 2-3x więcej czasu. Acz przydały się, do usuwania i zmiękczonych powłok, jak i przebarwionej powierzchni forniru.
Kilka prób wybarwienia na próbkach forniru z innych el. stolarki pozwoliło na wybranie analogicznego koloru. Acz był to etap najbardziej emocjonujący. Nie wspominając o wykonaniu wstawek z forniru, od obcego dawcy, dobieranymi indywidualnie do danego przeszczepu (usłojenie, odcień).
Bejcowanie, chemia pp, grunt, lakier – niełatwe w aplikacji ręcznej. A przede wszystkim mocno … pachnące. Tego - „czystej chemii zapachu” nie dało się uniknąć. Pomogły wielkie okna, wentylator i cierpliwość mieszkańców.
Efekt – ktoś z mieszkańców zapytał, czy drzwi były wymienione na nowe.