20/12/2023
Gdy mowa o prawach zwierząt, myślimy o psach, kotach, koniach…Prawie nikt nie konotuje tego hasła z rybą. Tymczasem ryby, podobnie jak inne kręgowce, mają mózg, układ nerwowy, czują ból i cierpienie.
Ludzka ignorancja, wynikająca z nieuctwa i niewiedzy, ukuła idiotyczne stwierdzenia, że ryby bólu nie odczuwają. Uspokajające sumienie stwierdzenie ma rzecz jasna tyle wspólnego z prawdą, co flądra z górskimi wycieczkami.
Obchodzony 20 grudnia Dzień Ryby został ustanowiony okrągłe 20 lat temu przez Stowarzyszenie Empatia. „W zamierzeniu ma stanowić inspirację dla działań związanych z ochroną ryb oraz przyczynić się do postrzegania ich jako istot zdolnych do odczuwania. W odróżnieniu od innych akcji na rzecz ryb, dotyczy wszystkich form krzywdzenia tych zwierząt, a ważną jego częścią jest zachęcanie do zamiany mięsa rybiego w diecie na produkty pochodzenia roślinnego” (źródło: ekokalendarz.pl)
Nie będziemy w tym miejscu nikogo do niczego zachęcać, ani próbować zniechęcać, bo decyzje, czy jeść, czy kupować … to kwestia wolnego wyboru każdego z Was. Rzecz powinna być jednak jasna dla myślącego człowieka – przysparzanie cierpień zwierzętom jest niehumanitarnie niegodne współczesnych norm. Jest też nielegalne.
O karpiach mówi się coraz częściej, zwłaszcza w kontekście Wigilii i Świąt Bożego Narodzenia.
Radca prawny, Leszek Sierputowicz, tak komentuje problem na łamach portalu Prawo.pl :
- przepisy w zasadzie przewidują obowiązek humanitarnego traktowania zwierząt, w tym karpi. Zapadają przecież prawomocne wyroki w sprawie sprzedawców, którzy traktowali je w sposób niehumanitarny. Nie wiem więc czy my potrzebujemy zmiany przepisów, czy bardziej zmiany podejścia. Bo nadal - nawet w telewizji - pojawiają się przebitki, zdjęcia pokazujące jak są trzymane karpie. I to bez komentarza o niehumanitarności, tylko z wskazywaniem na problemy hodowców. Na pewno wymagane byłoby wyczulone egzekwowanie obowiązujących przepisów, przestrzegania - przez policję, straż miejską, właściwe organy przepisów i reakcja obywateli - mówi.
I dodaje, że on osobiście na Wigilię karpi nie je. - Uważam też - i być może tu należałoby wprowadzić zmiany w przepisach - że nie powinno się sprzedawać żywych ryb. Bo nawet jeżeli są przechowywane w wodzie, w odpowiednich warunkach, to w momencie sprzedaży trafiają do worka i przenoszone są - zazwyczaj - w sposób skrajnie niewłaściwy - podsumowuje.
Karp nie jest gatunkiem rodzimym. Do Europy trafił z Azji, sprowadzony na Stary Kontynent jeszcze przez Rzymian, a tradycja spożywania karpia na terenie ziem dzisiejszej Polski, sięga nieomal 900 lat, choć ożywiona została w czasach poprzedniego ustroju. Jak to się stało?
Bezrybiu polskiej gospodarki żywnościowej końca lat 40-tych i początku 50-tych, zaradzić miał ówczesny minister przemysłu, Hilary Hinc, który zdał sobie sprawę, że do pozyskania karpia, nie potrzeba wcale potężnej floty rybackich statków (którą Polska i tak wówczas nie dysponowała, bo te albo spoczywały na dnie morza, albo zniszczone były w stopniu wykluczającym ich ponowne użycie). Hodowlane stawy rybne pełne radośnie pluskających karpi, objawiły się zatem ministrowi jako remedium – lekarstwo na żywieniowo-gospodarczy dół. Resortowi urzędnicy złapali szybko za liczydła i obrachowali…że stałe dostawy karpia do sieci magazynów i sklepów komunistycznej Centrali Rybnej są po prostu niemożliwe do zrealizowania. Obywateli trzeba było mimo to jakoś zadowolić, dać im przynajmniej pozory szczęścia i dobrobytu. Zatem w myśl realizowanej przez komunistyczny Rząd powojennej propagandy, wymyślono naprędce wcale chwytne hasełko: „Karp na każdym wigilijnym stole w Polsce”. Czasy się (dzięki Bogu) zmieniły, ale slogan zakorzenił się tak mocno w świadomości homo sovieticus (jak i mentalności zupełnie współczesnej), że zwyczaj ten jest żywy jak niegdyś...
Przy okazji apel - NIE wpuszczajmy zakupionych w sklepach ryb do polskich rzek i jezior. Działanie takie jest nielegalne i szkodliwe dla rodzimych ekosystemów.