25/09/2026
Mądrze o problemie dzików w miastach:
Problem obecności 𝐝𝐳𝐢𝐤𝐚 (𝑆𝑢𝑠 𝑠𝑐𝑟𝑜𝑓𝑎) jako gatunku w miastach nie jest prosty i każde skrajne podejście do tematu nie jest rozwiązaniem dobrym. Nie da się ukryć, że zwierzęta te - niezwykle zaradne i całkiem kumate - coraz liczniej pojawiają się w obrębie siedzib ludzkich i coraz śmielej zapuszczają się w głąb dużych miast, wchodząc w mniejsze lub większe konflikty z miejskim status quo. Nie można oczywiście powiedzieć, że dziki to niebezpieczne bestie, dybiące na bezpieczeństwo mieszkańców. To nie szemrani dresiarze stojący po ciemnych bramach czy kibole szukający zwady dla czystej rozrywki. Co nie znaczy, że dziki - trochę zwyczajem dresiarzy - nie zaczynają zaczepiać ludzi, próbując wymusić od nich jakieś jedzenie. A stąd już bliska droga do faktycznych konfliktów fizycznych, w których - nie oszukujmy się - przeciętny obywatel stoi raczej na straconej pozycji. Oczywiście mając pewną wiedzę, takiego bezpośredniego starcia łatwo jest uniknąć, ale znając poziom wiedzy przyrodniczej w naszym społeczeństwie... no, na cuda nie ma co liczyć. Dzik, chociaż w przeciwieństwie do tego, co twierdził Brzechwa, wcale nie jest "zły", to krzywdę człowiekowi może zrobić. I to jest bezdyskusyjne, bo w opublikowanym w 2024 roku raporcie w latach 2000-2019 na świecie średnio odnotowywano każdego roku nieco ponad 8 šmiertelnych przypadków ataków dzików na ludzi (co nadal jest promilem ułamka promila liczby osób ginących co roku w wypadkach samochodowych).
Ale skąd w ogóle wziął się ten konflikt? Czemu dziki to robią? Z prostej przyczyny - bo ludzie są na tyle nierozsądni, że ich tego nauczyli! Jeśli przejrzymy Internet, to dosyć łatwo natrafimy na filmiki czy zdjęcia, na których ich autorzy chwalą się swoją głupotą, to znaczy wabieniem i dokarmianiem dzików, często regularnym. Jak wspomniałem - dziki to inteligentne stwory, więc taki prosiek, nie w ciemię bity, zapamiętuje, że ta śmieszna wysoka istota jest dobrym źródłem pokarmu. Przyzwyczajone do tego osobniki stają się bardziej nachalne, ale wszystko to zaczęło się od kilku ludzkich indywiduów z ograniczoną wyobraźnią, którzy dziki do takich zachowań zachęcili.
O dziku można powiedzieć, że jest eurybiontem. To mądre określenie oznacza ni mniej, ni więcej tyle, że jako gatunek dzik potrafi dostosować się do różnych warunków środowiska. Dlatego stał się plagą w Australii, gdy człowiek go tam zawiózł, dlatego też ogarnia wielkomiejskie życie, znajdując w aglomeracjach na tyle dużo pozytywów, by się do nich zapuszczać. Poza nierozsądnymi ludźmi cieszącymi się, że "dzika świnia" je im z ręki, kolejnym problemem są niezabezpieczone składowiska odpadów. To, że marnujemy i wyrzucamy olbrzymie resztki jedzenia, jest zawstydzającym i naprawdę karygodnym faktem. A dodatkowo także wabikiem na dziki, które uczą się z tych resztek korzystać. Istnieją nawet doniesienia, według których dziki na poszczególnych osiedlach "ogarniają" grafik odbioru odpadów i w dni poprzedzające wywóz bio, przychodzą na darmowe wyżerki (chociaż tutaj pewnie większą rolę odgrywa kwestia zwabiającego jej zapachu z kontenerów). Miejskie dziki na takim "śmieciowym żarciu" rosną szybciej, osiągają większe rozmiary i większe sukcesy rozrodcze, mimo że pokarm zazwyczaj jest dosyć wątpliwej wartości odżywczej, a nagromadzenie kilku osobnych stad w jednym miejscu sprzyja konfliktom między nimi i ewentualnemu przekazywaniu sobie patogenów. Plusy dodatnie - mimo to -najwyraźniej przewyższają te ujemne.
Czy jest zatem jakiś sposób, by dziki wywabić z miasta? Z pewnością zacząć by należało od utrudnienia im funkcjonowania tutaj. A to oznacza zmniejszenie dostępności pokarmu. Zabezpieczanie kontenerów ze śmieciami. Edukacja, mająca na celu ograniczenie głupich i nieodpowiedzialnych zachowań względem dzikich zwierząt. Akcje przepłaszania i odstraszania co bardziej już ośmielonych osobników, by człowieka jednak kojarzyły raczej z czymś niefajnym, a nie z darmowym bufetem. W ostateczności dopiero sięgając po środki lәtalne, które zapewne na tym etapie już muszą być w jakimś stopniu użyte. Ale sam odstrzał czy odłów z uśmiәrcaniem sprawy nie załatwią, bo na miejsce jednych, przyjdą kolejne. To wcale nie jest tak, że nie ma nowych napływów, bo populacja wcale nie została zdziesiątkowana przez ASF. Jak zwykle potrzebna jest praca u podstaw, bo zaczynanie od d...rugiej strony doprowadzi tylko do tego, że decydenci stwierdzą: "no cóż, próbowaliśmy, nie jest tak, że nic nie robiliśmy, nie da się i tyle", podczas gdy problem wcale nie zostanie rozwiązany. Jeśli dziki nie znajdą pokarmu w mieście, to pójdą go szukać poza miastem. Te zwierzęta potrafią wędrować na całkiem spore odległości. W ciągu doby potrafią szwędać się po okolicy na odległość kilkudziesięciu kilometrów.
A jeśli podoba się Państwu moja działalność, będę bardzo wdzięczny za reakcję, komentarz lub udostępnianie wpisu i "puszczenie go w świat" 🙂Trochę głupio o to prosić, ale tak to niestety działa i pozwala większej liczbie osób trafić na te treści.
Wykorzystana literatura:
● Castillo-Contreras R. i wsp. "Wild boar in the city: Phenotypic responses to urbanisation"; Science of the Total Environment
● Kowalewska A. "Feral urban wild boars: managing spaces of conflict witha care and attention"; Przegląd Kulturoznawczy
● Mayer J.J. i wsp. "Human fatalities resulting from wild pig attacks worldwide: 2000-2019"; Human-Wildlife Interactions
● Popczyk B. i wsp. "Over 300 km Dispersion of Wild Boar during Hot Summer, from Central Poland to Ukraine". Animals
● Rekiel A. i wsp. "Problems of Synurbization—Wild Boar in the City"; Sustainability